w

Odebrali jej syna, by miał lepsze warunki do życia. Matka adopcyjna zabiła chłopca w brutalny sposób. „Oddali go potworowi”

Matka adopcyjna w brutalny sposób zabiła chłopca - fot. materiały policyjne
Matka adopcyjna w brutalny sposób zabiła chłopca - fot. materiały policyjne

Niespełna roczny chłopiec trafił do rodziny adopcyjnej, która miała zapewnić mu idealne warunki do życia i otoczyć go miłością. Po kilku miesiącach matka adopcyjna zabiła go w brutalny sposób. Zrobiła to z bardzo błahego powodu.

Leiland-James urodził się w grudniu 2019 roku w szpitalu w Kumbrii (Wielka Brytania). Niestety, z uwagi na trudną sytuację życiową, po 48 godzinach od narodzin został odebrany matce. Opieka społeczna uważała, że Corkill nie była w stanie zapewnić mu odpowiednich warunków do życia. Wcześniej z tego samego powodu odebrano jej dwoje dzieci.

Kobietę jeszcze w czasie ciąży trzykrotnie poinformowano, że nie będzie mogła zaopiekować się maluchem. Nie zgadzała się z tym twierdzeniem. Uważała, że służby każą ją za zachowanie byłego partnera, przez którego straciła starsze pociechy. Mimo to nie pozwolono jej udowodnić, że świetnie sobie bez niego radzi i otoczy maleństwo należytą opieką.

Matka adopcyjna zabiła rocznego chłopca

Leiland trafił do adopcji, a w sierpniu 2020 roku trafił pod opiekę 38-letniej Laury Castle i jej młodszego o trzy lata męża, Scotta. Bardzo chcieli mieć dziecko i chcieli, by został z nimi na stałe. Rzeczywistość zweryfikowała ich początkowe założenia.

Maluch trafił do szpitala w styczniu 2021 roku. Matka adopcyjna powiedziała lekarzom, że upadł z sofy i się potłukł. Specjaliści jednak szybko dostrzegli, że jego obrażenia są o wiele poważniejsze i padł ofiarą przemocy. Kobieta się nie przyznała. Dopiero przed sądem Laura wyznała, co wydarzyło się tamtego feralnego dnia.

Kobieta przyznała, że przyczyniła się do powstania obrażeń, ale nie chciała skrzywdzić chłopca, a już tym bardziej go zabić. Zebrane w toku sprawy dowody wskazywały jednak na to, że nie miała najlepszych intencji. W wiadomościach wysyłanych do męża określała malucha bardzo wulgarnymi słowami.

Przerażające wiadomości, które wysyłała, pokazują jej prawdziwą naturę. Mówiła o małym chłopcu w najbardziej nikczemnych słowach, o tym samym dziecku, które miała nadzieję adoptować na stałe — powiedział jeden ze śledczych.

6 stycznia 2021 roku Leiland bardzo płakał, co doprowadziło 38-latkę do szału. Zaczęła nim potrząsać, a następnie uderzyła jego głową o oparcie kanapy. Ostatecznie chłopczyk spadł z jej kolan na podłogę.

Chciałam tylko, żeby przestał płakać. Po prostu straciłam rozum — mówiła na rozprawie.

Biegli nie mieli jednak wątpliwości co do tego, że obrażenia powstały wskutek użycia dużej siły.

Biologiczna matka chłopca zdecydowała się porozmawiać z mediami. Wyznała, że gdy tylko dowiedziała się, że Leiland jest w szpitalu, udała się do szpitala. Nim dojechała na miejsce, lekarze stwierdzili zgon. Nawet wtedy nie pozwolono jej go przytulić.

Dostałam telefon 6 stycznia z informacją, że Leiland jest w szpitalu. Zapytałam, co się stało. Usłyszałam, że dziecko miało najprawdopodobniej wypadek, spadło z kanapy i jego stan jest krytyczny. […] Po prostu zamarłam w miejscu. Nie wiedziałam, co robić. A potem w końcu weszłam do jego sali i chciałam go przytulić, ale mi nie pozwolono — tłumaczyła BBC.

Zrozpaczona tym, co spotkało jej synka, napisała list do sądu, który odczytano podczas ogłaszania wyroku. Słowa Corkill poruszają do głębi serca.

Leiland-James Corkill to mój kochany synek, mój piękny niebieskooki synek! Był moim powodem, dla którego chciałam żyć. Jest moim światłem w ciemności bólu mojego życia. Mój synek Leiland-James miał wracać do domu! Domu pełnego miłości. Upewniłam się, że będzie miał wszystko, czego potrzebuje, jego pokój dziecięcy był udekorowany, ubrania złożone w szufladach, a wózek czekał na korytarzu w bezpiecznym domu. Zrobiłam wszystko, co mogłam, o wszystko, o co mnie poproszono, spełniając wszelkie oczekiwania, zdając oceny.

Napisała, że urzędnicy nie mieli przesłanek do tego, by zabrać jej dziecko, jednak mimo wszystko to zrobiono. Wskazała, że chłopiec trafił do domu potwora.

Leiland-James został wyrwany z moich kochających ramion, na zawsze zostanę jego mamą. Nosiłam go w ciele przez 9 miesięcy z każdym uderzeniem serca pełnego miłości, dumy, pełnego obietnic. Noszę go w sercu, słyszę jego śmiech, widzę jego piękny uśmiech, który rozjaśniał moje dni.

Podkreśliła również, że żaden wyrok nie będzie w stanie ukoić jej cierpienia. Nigdy nie będzie gotowa do tego, by wybaczyć kobiecie, która w tak brutalny sposób zabiła Leilanda-Jamesa. Na koniec skwitowała bardzo dosadnie:

On nigdy nie był i nie będzie twoim synem.

Wyrok w sprawie zapadł w maju tego roku. Laura Castle została skazana na dożywocie.

Google News
Obserwuj w News i bądź zawsze na bieżąco!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

GIPHY App Key not set. Please check settings

Napisane przez Magda Kwiatkowska

Fotograf amator, wielka fanka kryminałów i literatury fantasy. Niespełniona pisarka, która od najmłodszych lat marzy o tym, by wydać własną książkę. Bez opamiętania śledzę to, co obecnie dzieje się w świecie show-biznesu, by odsłaniać przed wami kolejne sekrety gwiazd.

Magdalena Stępień z synkiem - fot. Instagram @magdalena___stepien

Matka chrzestna syna Magdaleny Stępień i Jakuba Rzeźniczaka zwróciła się do żałobników ze wzruszającą prośbą. Tak chce uczcić pamięć malutkiego Oliwiera

Księża pobili się na pogrzebie - fot. screenshot YouTube @Vinbazar. com - Всі новини Вінниці

Księża pobili się na pogrzebie ukraińskiego żołnierza! Jeden z nich podbiegł i zdzielił drugiego krzyżem w głowę [WIDEO]