w

Koszmar dzieci u zakonnic w Jordanowie. Były bite, zastraszane i zamykane W KLATKACH! Kora doświadczyła u nich tego już 60 lat temu

Zakonnice w Jordanowie biły dzieci - fot. Pixabay @silhouette, AKPA/ Engelbrecht, screenshot Google Street View
Zakonnice w Jordanowie biły dzieci - fot. Pixabay @silhouette, AKPA/ Engelbrecht, screenshot Google Street View

Dziennikarze Wirtualnej Polski opublikowali ostatnio szokujący artykuł, w którym przedstawili szokujące fakty nt. życia dzieci z niepełnosprawnościami w DPS w Jordanowie. Trudno wyobrazić sobie, jakie piekło zgotowały im zakonnice. Kora także spędziła tam sporo czasu. Jak to możliwe, że przez 60 lat nikt nie zauważył tego, co tam się dzieje?!

Szymon Jadczak i Dariusz Faron z Wirtualnej Polski skontaktowali się z matką niepełnosprawnej dziewczyny, którą ta umieściła w DPS w Jordanowie. Głos zabrały też byłe pracownice, które potwierdziły, że za murami dział się horror, którego nikt nie był w stanie powstrzymać.

Zakonnice z DPS w Jordanowie znęcały się nad dziećmi

Liczyła na to, że będzie miała świetną opiekę, a pod pieczą zakonnic nic nie będzie jej grozić. Szybko przekonała się o tym, jak bardzo się myliła. Gdy Nastka opowiedziała jej, co dzieje się za murami DPS-u, włos zjeżył się jej na głowie.

Czuję się jak w więzieniu. Wszędzie kraty! Tu i tu! I tu! Proszę je: „przestańcie, umiem chodzić”. Bronię się. Gdy każą iść do klatki, kopię drzwi z całych sił. Trzymam się rękami. Ale w końcu słabnę i mnie tam wrzucają.

Raz przyprowadziły Alę, która zrobiła w pieluchę. Śmiały się i pokazywały na mnie: „No dalej, wysmaruj ją” – cytują wspomnienie pani Marty, mamy Nastki.

Siostry nie przebierały w słowach i środkach — przeklinały, biły i karały dzieci w niewyobrażalny sposób.

„Jak nie przestaniesz, to cię zbiję, do chuja wafla!” – kiedy jestem niedobra.

„Wstawaj, kurwa!” – kiedy upadam po uderzeniu miotłą.

„Sraj pod siebie!” – kiedy mówię w klatce, że chcę do toalety.

Ja już nie wytrzymam.

Nie zabieraj mnie tam, mamo — czytamy we fragmencie wspomnianego reportażu.

To nie jest jednostronny monolog, ponieważ słowa Nastki potwierdzają też byłe pracownice. Z przerażeniem przyglądały się temu, co dzieje się w DPS-ie i choć wielokrotnie prosiły przełożoną, siostrę Bronisławę o to, by coś z tym zrobiła, ta bagatelizowała prośby. Wanda, która tam niegdyś pracowała, wyznała, że jedna z zakonnic szczególnie dręczy dzieci.

W domu znajdują się osoby niepełnosprawne intelektualnie w różnym stopniu. Miejsce powinno być ich bezpieczną przystanią, ale tak nie jest. Jedna z sióstr dręczy podopiecznych fizycznie i psychicznie. Pewna dziewczynka została przez nią pobita, a także skopana na podłodze. Nie jest ona jedyną ofiarą przemocowej zakonnicy — mówiła dziennikarzom Wirtualnej Polski.

Ala, 33-latka z niepełnosprawnością w stanie głębokim regularnie sypia w klatce. Rzekomo zezwolił na to sąd, jednak nikt nie był w stanie powiedzieć, który pozwolił na tak nieludzkie traktowanie.

Śpi w niej Ala, 33-latka z niepełnosprawnością w stopniu głębokim. Często jest agresywna, a poza tym ma problem z trzymaniem kału. Smaruje nim siebie i innych, więc opiekunki umieszczają ją w nocy między prętami — opisują Jadczak i Faron.

Inne dzieci też miały okazję siedzieć za kratami, za karę. Gdy zdaniem sióstr były niegrzeczne, biły lub nie chciały się słuchać. Niektóre siedziały tam cały dzień i nie mogły nawet skorzystać z toalety. Dlatego też zakładano im pampersy.

Między prętami część dzieci stawała się jeszcze bardziej agresywna. Inne płakały, obiecując poprawę zachowania. Zasada była prosta: dziecka nie można wypuścić, dopóki nie pozwoli na to siostra dyrektorka — powiedziała Wirtualnej Polsce Agata, była pracownica.

Inną stosowaną praktyką było przywiązywanie podopiecznych do łóżek na całą noc. Używano do tego pasków, ręczników, szalów i chustek.

Dzieci są bite przez siostry zakonne, natomiast pracownicy świeccy stosują przemoc poprzez wykonywanie ich poleceń. Dotyczy to m.in. wsadzania do klatki czy wiązaniaNajczęściej wiązała jednak AlbertaMyśmy z Olą odmawiały. Dzieciom zostają czerwone ślady, a raz opiekunka zacisnęła sznurek tak mocno, że nie mogłam Emilki rozwiązać. Zrobił się węzeł i musiałam pomagać sobie łyżką — mówiła Monika, była terapeutka.

Zakonnice nie uznawały czułości. Według nich najlepszą metodą wychowawczą było bicie. Miotłą, mopem, dłonią. Na oślep w twarz, szyję, plecy czy pupę.

Jak śmiesz klęczeć i modlić się do Boga po tym, co nam robicie?! Znowu mnie, kurwa, będziesz kopać?! – Marta cytuje wypowiedź Julity adresowaną do dyrektorki, siostry Bronisławy.

Niegrzeczni podopieczni byli karani w trudny do pojęcia sposób. Ala, która nie raz smarowała się kałem, była myta w zimnej wodzie, by zapamiętała, że nie wolno tak robić. Inne dzieci wystawiane były do ogrodu lub na taras, często w samych skarpetkach.

Wewnątrz budynku panują nieludzkie warunki. W powietrzu unosi się zapach kału i moczu.

Raz odsunęłam klatkę Ali i wymiotłam zaschnięte odchody. A w basenie z piłkami, w którym akurat bawiła się dziewczyna, znalazłam stary pampers z moczem. Był odgórny przykaz, by oszczędzać środki higieniczne. Na mojej grupie szczoteczki i pasty zamykano w szafkach. Siostra otwierała je tylko w przypadku kontroli. A kiedy pierwszy raz kąpałam dzieci, usłyszałam od innej opiekunki, że „nie można używać gąbek, bo są na pokaz — mówiła Wirtualnej Polsce Bożena, była opiekunka.

Siostra Alberta nie znała litości. Przed Świętami Wielkanocnymi do Jordanowa miał przyjechać teatrzyk. 13-letnia Basia z niecierpliwością ściskała w dłoni telefon, ponieważ miała do niej zadzwonić mama. Zapewne z podekscytowania zaczęła zaczepiać inne dzieci, to nie spodobało się opiekunce.

Siostra Alberta nagle wyrywa Basi telefon. Dziewczynka czekała na rozmowę z mamą, więc kładzie się na podłodze i płacze. A Alberta kopie ją w plecy. Potem chwyta za ręce, przeciąga przez świetlicę do korytarza przed windę. Zamyka drzwi.

Ola słyszy uderzenia o gołe ciało. Jest jak sparaliżowana — czytamy w reportażu.

Basia, chora na autyzm, upośledzenie w stopniu umiarkowanym, trafiła do ośrodka w czerwcu 2021 roku. Jej matka, Magda, wychowuje ją samotnie. Pracuje jako ratowniczka medyczna. Nie była w stanie zagwarantować jej odpowiednich warunków do życia, dlatego postanowiła umieścić ją w DPS-ie w Jordanowie. Dziewczynka podczas zabawy wyznała, co robiła jej siostra Alberta.

Biła mnie kijem do mopa w pupkę. I w twarz ręką. I w szyję. Dużo mnie biła, jak byłam niegrzeczna. Biła też inne dzieci i kiedyś taka dziewczynka płakała. A do mnie siostra mówiła, żebym wypierniczała. Że jestem ciapą. Że moja mama jest prostytutką. I że mnie wychowywała w stajni — cytuje Wirtualna Polska.

Cały materiał wraz z obszerną fotorelacją znajdziecie na stronie Wirtualnej Polski, dokładnie tutaj.

Prokuratura reaguje na zgłoszenie o przemocy w DPS-ie w Jordanowie

Dziennikarze Onetu skontaktowali się z przełożoną generalną Zgromadzenia Sióstr Prezentek matką Anną Telus, która powiedziała, że jest gotowa do współpracy z instytucjami państwowymi. Podkreśliła przy tym, że dziennikarze przypuścili nagonkę i napisali, co im się podoba.

Jestem właśnie w Jordanowie i wszystko wyjaśniam na miejscu. Nasze zgromadzenie deklaruje pełną współpracę z instytucjami państwowymi, które badają tę sprawę. W moim mniemaniu te zarzuty to bzdury. Wiele rzeczy zostało wyolbrzymionych. My pomagaliśmy i dalej pomagamy dzieciom, a nie się nad nimi znęcamy. To nie jest żaden „dom grozy”, jak to zostało przedstawione. Dziennikarze przypuścili na nas nagonkę, której inspiracją jest jeden z byłych pracowników, który został zwolniony. Dziennikarze wyrządzili nam krzywdę. Wy możecie napisać wszystko, co wam się podoba i w mojej ocenie nie ponosicie za to żadnych konsekwencji. Jasne, że możemy iść do sądu, ale kto tam z wami wygra? Dlatego ja apeluję do mediów, które będą o nas pisać: pamiętajcie, że żaden wyrok jeszcze nie zapadł — powiedziała Onetowi.

Podkreśliła także, iż artykuł powstał przez to, że była pracownica chciała się na nich zemścić.

Zrobimy wszystko, by oczyścić nasz dom ze stawianych mu zarzutów. Padliśmy ofiarą zemsty ze strony byłej pracownicy, a dziennikarze napisali nieprawdę — zapewniła przy tym, że siostry pracują z miłością w stosunku do chorych.

Sprawą zajęła się Prokuratura Rejonowa w Suchej Beskidzkiej. Postępowanie toczy się ws. znęcania nad dziećmi. Dwie zakonnice usłyszały już zarzuty. Siostra Alberta odpowie za znęcanie się nad co najmniej jedną podopieczną oraz naruszenie nietykalności cielesnej kolejnej z nich. Dyrektorka natomiast odpowie za utrudnianie śledztwa, ponieważ szantażowała jedną z kobiet, które zdecydowały się udzielić wywiadu, nakłaniając ją do wycofania zgłoszenia o pobiciu dziecka. Choć na początku to zrobiła, później opowiedziała o wszystkim śledczym.

Bronisława szantażem miała ją zmusić do napisania pisma, w którym matka wycofała oskarżenia pod adresem sióstr dotyczące pobicia jej córki. Zdesperowana kobieta wykonała polecenie siostry Bronisławy, ale następnie opowiedziała o wszystkim śledczym – poinformowało WP.

Poniżej możecie obejrzeć fragment wywiadu z udziałem pani Marty.

Kora w dzieciństwie przebywała w Jordanowie. Siostry zgotowały jej koszmar

O złym traktowaniu podopiecznych w Jordanowie mówi się od lat, jednak jak dotąd nigdy nie udało się do końca wyjaśnić tej sprawy. Mało kto pamięta, ale Kora w dzieciństwie przez 5 lat mieszkała w tym DPS-ie, ponieważ jej mama zachorowała na gruźlicę. Po tym, czego tam doświadczyła, wielokrotnie podkreślała, że ma krytyczny stosunek do Kościoła.

Wokalistka w 2010 roku nagrała utwór Zabawa w chowanego, w którym niejako wylała swój ból i cierpienie, które po latach dawały o sobie znać. Udzieliła także wywiadu dla Wprost, w którym zdradziła, że siostry były obojętne na to, że podopieczni traktowani są w nieludzki sposób.

W domu dziecka spędziłam pięć lat i tak naprawdę to właśnie tam dostałam pierwszą lekcję uległości wobec nienormalnych zachowań księży. […] Zakonnice o wszystkim wiedziały, wszystko działo się na ich oczach. Były strażniczkami tego cichego szaleństwa, tej sparaliżowanej zgrozy. Dopóki Kościół nie zda sobie sprawy z tego, jaką robi krzywdę, i nie przyzna się do wyrządzonego zła, nic się nie zmieni — mówiła.

Przyznała, że siostry nie raz ją biły.

Zakonnice były dla nas w patologiczny sposób okrutne. Biły, wykręcały uszy, kazały — jak w bajce — klęczeć na grochu, znęcały się psychicznie. Miałam tak powykręcane, naderwane uszy, że dosłownie zwisały mi z głowy.

Mimo że wraz z innymi ofiarami działań zakonnic próbowała nagłośnić tę sprawę, mimo upływu lat w ich zachowaniu nic się nie zmieniło. Beata Biały, autorka książki Słońca bez końca. Biografia Kory w rozmowie z Wirtualną Polską nie kryła swojego zaskoczenia.

Jestem szalenie zdumiona, że to ciągle trwa i daje się na to przyzwolenie. Kora była w tym ośrodku 60 lat temu i głośno mówiła o tym, co ją tam spotkało. Przerażające jest to, że zakonnice już dawno się tam zmieniły, a sposób wychowywania dzieci i opiekowania się nimi, pozostał. Kora trafiła do Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie, kiedy jej mama zachorowała na gruźlicę. Miała wtedy cztery latka. I tak, jak sama napisała w swojej autobiografii, przeżyła tam pięć, naprawdę strasznych lat.

Beata zdradziła również, jak wyglądał pobyt Kory w DPS-ie:

Była tam wówczas z siostrą, Hanną, z którą nie mogła się nawet widywać. Działał tam bowiem taki system, że rodzeństwo nie ma prawa się do siebie zbliżać. Gdy raz udało im się siebie zobaczyć, na jakimś korytarzu, zostały za to ukarane. Była numerem osiem, jak w obozie koncentracyjnym. Nikt nie zwracał się do niej po imieniu. Takie dziecko traci tożsamość, wiarę we własne możliwości i przekonanie, że świat jest dobry. Kiedy któreś z dzieci zmoczyło się w nocy, co Korze jako małemu dziecku również się zdarzało, było jeszcze gorzej. Takie dziecko musiało uprać prześcieradło i suszyć je, trzymając ręce w górze, aż wyschnie. Zdarzało się, że dzieci było też wielokrotnie bite różańcem. Dla Kory, która już jako pięciolatka potrafiła czytać, najdotkliwszą karą było to, że zakonnice zabraniały jej korzystać z biblioteki. Wiedziały, jakie to dla niej ważne. Kiedy przyłapały ją raz na czytaniu książki nocą, dostała zakaz zbliżania się do tego miejsca – relacjonowała.

To naprawdę przerażające, co działo się w Jordanowie. Miejmy nadzieję, że tym razem sprawę uda się doprowadzić do końca i winni znęcania nad podopiecznymi odpowiedzą przed sądem.

Google News
Obserwuj w News i bądź zawsze na bieżąco!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

GIPHY App Key not set. Please check settings

Napisane przez Magda Kwiatkowska

Fotograf amator, wielka fanka kryminałów i literatury fantasy. Niespełniona pisarka, która od najmłodszych lat marzy o tym, by wydać własną książkę. Bez opamiętania śledzę to, co obecnie dzieje się w świecie show-biznesu, by odsłaniać przed wami kolejne sekrety gwiazd.

Został aresztowany i skazany, bo… złożył kwiaty na grobie swojej narzeczonej. Kuriozalna rozprawa w USA

Zdjęcie poglądowe, fot. Pexels @Janko Ferlic

Były strażnik miejski w brutalny sposób udusił ciężarną żonę. „Zamknij się k…, jeszcze walczysz”. Teraz usłyszał wyrok