w

SuperSuper

„Wali” wrócił do domu. „Ta wojna to straszne rozczarowanie”. Snajper opisał swoje przeżycia na Ukrainie

fot. Wali (La Presse / Twitter)

Kanadyjski snajper „Wali” powrócił do swojego domu w okolicach Montrealu i udzielił wywiadu gazecie La Presse. W rozmowie Kanadyjczyk opisuje wojnę ze swojej perspektywy i twierdzi, że „ta wojna go zawiodła”. Wali zadeklarował jednak, że wróci na Ukrainę jeśli będzie taka potrzeba.

Wali jest kanadyjskim snajperem, który służył w Afganistanie w ramach 22 Pułku Królewskiej Piechoty Kanadyjskiej w Kandaharze. Jego prawdziwe nazwisko nie jest znane, posługuje się pseudonimem.

Swoją służbę w kanadyjskim wojsku zakończył w 2012 roku, ale potem dołączył do kurdyjskich oddziałów w północnym Iraku. Na początku marca, po inwazji Rosji na Ukrainę, Wali odpowiedział na wezwanie Wołodymyra Zełenskiego i udał się walczyć z rosyjskimi najeźdźcami.

Wali szybko stał się sławny, a niektóre media fałszywie informowały o jego zasługach, twierdząc, że to właśnie Wali jest najlepszym snajperem świata. Nieprawdziwa informacja tak się rozprzestrzeniła, że sam Wali musiał zdementować plotki i wyznał, że potrafi dobrze strzelać, ale nie jest nikim specjalnym.

Rozpoznawalność Waliego sprawiła, że rosyjskie propagandowe media kilka razy donosiły o śmierci snajpera, za każdym razem mijając się z prawdą.

Wali wrócił do domu

Jak teraz wiadomo, Wali cały i zdrowy wrócił do Kanady, choć jak przyznaje, „kilka razy omal nie stracił życia”. Snajper w swoim domu w okolicach Montrealu udzielił wywiadu dotyczącego swoich przeżyć na wojnie gazecie La Presse.

Jestem szczęśliwy, że żyję, było naprawdę blisko” – powiedział były żołnierz 22 Pułku Królewskiego, przybliżając jedną z misji, która zadecydowała o jego powrocie do domu.

Podczas ostatniej misji Waliego w rejonie Donbasu, snajper został przydzielony do jednostki wspierającej ukraińskich poborowych. Wali wspomina, że we wczesnych godzinach porannych siedział wraz z dwoma żołnierzami w okopie, który wystawiony był na wrogi widok. W pewnym momencie dwóch poborowych wyszło spod osłony, by zapalić papierosa.

Mówiłem im, żeby się tak nie obnażali, ale oni mnie nie słuchali” – mówi Wali.

Po chwili obok nich eksplodował pocisk z rosyjskiego czołgu. Wali opisał mrożącą krew w żyłach scenę, kiedy to powietrze przecięły odłamki.”To było naprawdę brutalne”.

Wali był w szoku, chwilowo stracił słuch i bardzo rozbolała go głowa, ale nie dotknęły go bezpośrednio kawałki pocisku. Od razu zdał sobie jednak sprawę, że nie da rady uratować swoich ukraińskich kompanów, w których wymierzył czołg.

Pachniało śmiercią, trudno to opisać, to makabryczny zapach zwęglonego ciała, siarki i chemikaliów. Ten zapach jest tak nieludzki” – wyznał Wali.

Partnerka snajpera twierdzi, że to właśnie te traumatyczne przeżycia spowodowały powrót Waliego do domu. Snajper miał zadzwonić do niej w środku nocy, chwilę po zajściu.

Próbował mi wyjaśnić, że doszło do dwóch zgonów. Mówił do mnie: 'Myślę, że zrobiłem już wystarczająco dużo, co? Zrobiłem już wystarczająco dużo?’. To było tak, jakby chciał, żebym mu powiedziała, żeby wrócił” – mówiła dla La Presse.

Wali przyznał, że życie rodzinne przeważyło nad walką w Ukrainie. Snajper twierdzi, że „jego serce chce wrócić na front, ale nie chce stracić tego, co tu mam”. Wali wspomniał, że będąc na froncie przegapił pierwsze urodziny swojego syna.

Kłopoty wśród ochotników

Wali spędził na Ukrainie dwa miesiące i ocenia wykorzystanie zagranicznych bojowników jako „raczej rozczarowujące”. Snajper podaje, że liczba ochotników była tak duża, że ukraiński rząd miał wielki problem ze skutecznym wcieleniem ich w działania wojenne, szczególnie na początku wojny.

Wali i kilku innych byłych żołnierzy kanadyjskich początkowo woleli dołączyć do Brygady Normandzkiej, prywatnej jednostki ochotniczej stacjonującej przez kilka miesięcy na Ukrainie, dowodzonej przez byłego żołnierza z Quebecu, którego pseudonim to Hrulf.

Wali twierdzi, że w oddziale doszło ro rozłamu. Oficjalne stanowisko jednostki w sprawie snajpera jest takie, że Wali został wyrzucony z jednostki ze względu na jego lekkomyślne zachowanie.

Wali jest wolnym duchem i musiałem wysłać go do innej jednostki, którą sam wybrał, ponieważ omijał jasne instrukcje i wytyczne OPSEC – to nie jest zabawa. Stawał się zagrożeniem dla misji, dla swojej rodziny i dla siebie samego” – brzmiało oświadczenie dowódcy brygady.

La Presse udało się uzyskać komentarz byłego dowódcy Waliego. Hrulf przyznał, że rzeczywiście część bojowników go opuściła, ale ocenia, że była to wina ich nastawienia.

Byli tacy, którzy spieszyli się, by iść na front, nie będąc nawet sprawdzonymi. Ukraińcy nas sprawdzili i dopiero teraz zaczynamy dostawać więcej misji. Trzeba zbudować element zaufania, co jest całkiem normalne” – mówi Hrulf.

Rozczarowanie Waliego

Wali twierdzi, że wielu ochotników spodziewało się dużo większej organizacji. Snajper opisuje, że istniały znaczące problemy z zaopatrzeniem oraz komunikacją.

Musiałeś znać kogoś, kto znał kogoś, kto powiedział ci, że w takim a takim starym zakładzie fryzjerskim dostarczą ci AK-47. Trzeba było skompletować taki zestaw żołnierski, zbierając na lewo i prawo kawałki amunicji, w wielu przypadkach ze sprzętu w mniej lub bardziej dobrym stanie” – mówi Wali.

Według doniesień pochodzących od innych walczących na Ukrainie cudzoziemców, największe kłopoty istniały na początku, kiedy zagraniczni ochotnicy nie byli jeszcze sprawdzeni przez ukraińskie wojsko. W ostatnim czasie coraz częściej niektórzy z bardziej doświadczonych żołnierzy są rekrutowani do udziału w operacjach specjalnych za linią wroga.

Wielu przyjeżdża na Ukrainę z nadętym torsem, ale wyjeżdża z podkulonym ogonem” – mówi Wali.

Wali w wywiadzie powiedział, że podczas całego pobytu na Ukrainie wystrzelił tylko dwie kule w okna „żeby przestraszyć ludzi” i nigdy nie znalazł się w bezpośrednim zasięgu wroga.

Jest to wojna maszyn” – stwierdza Wali.

Wali wychwala odwagę ukraińskich żołnierzy, ale mówi, że brakuje im technicznej wiedzy wojskowej.

Gdyby Ukraińcy mieli takie procedury komunikowania się z artylerią, jakie mieliśmy w Afganistanie, moglibyśmy dokonać prawdziwych zniszczeń wśród wroga” – uważa.

Wali nie ukrywa jednak, że chciałby wrócić na Ukrainę, jeśli będzie potrzebny.

Nigdy nie wiadomo, kiedy zagraniczni bojownicy mogą coś zmienić na miejscu. To tak jak z gaśnicą: jest bezużyteczna, dopóki ogień się nie zapali” – mówi.

Źródło: La Presse

Google News
Obserwuj w News i bądź zawsze na bieżąco!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

GIPHY App Key not set. Please check settings

Napisane przez Maciej

Rosyjski żołnierz z Buczy został zidentyfikowany, bo… namalował swój profil na Instagramie w jednym z domów

Joe Biden drwi z Rosji. Przygotował Putinowi niespodziankę na 9 maja