w

Marcin Bosak po raz pierwszy otwarcie opowiedział o walce z nieuleczalną chorobą. „Miałem ochotę zniknąć”

Marcin Bosak, fot. Instagram
Marcin Bosak, fot. Instagram

Marcin Bosak długo skrywał fakt, że walczy z nieuleczalną chorobą. Teraz otwarcie opowiedział, jak wyglądał najgorszy okres w jego życiu. Co wyznał?

Marcin Bosak to aktor, który urodził się w Łodzi. Na szklanym ekranie debiutował w filmie Z piosenką na Belweder w 1995 roku. Sporą rozpoznawalność przyniosły mu też role w serialach Na dobre i na złe i Miodowe Lata. Największą popularność zdobył dzięki roli Kamila Gryca w M jak miłość, choć miał blisko 13-letnią przerwę od gry w tej produkcji. Stali bywalcy Teatru Dramatycznego mieli okazję zobaczyć go jako kelnera w sztuce Rewizor oraz Judasza w spektaklu Żegnaj, Judaszu. Za tę drugą został wyróżniony na XXI Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi.

Bosak w przeszłości związany był z aktorką Moniką Pikułą, z którą doczekał się dwóch synów: 14-letniego Władysława i 10-letniego Jana. Po rozwodzie w 2018 roku związał się z Marią Dębską. Para wzięła ślub 15 sierpnia 2020 roku, jednak i tym razem niedane było im stworzyć szczęśliwy związek. Na początku marca 2022 media obiegła wieść o ich rozwodzie.

Marcin Bosak opowiedział o walce z poważną chorobą

Marcin w wieku 27 lat dowiedział się, że ma guza rdzenia kręgowego. Przez chorobę miał poważne problemy z poruszaniem i koniec końców, musiał uczyć się chodzić na nowo. Na początku tego roku wyznał, że walczy też z depresją.

W rozmowie z magazynem fundacji Twarze depresji otwarcie przyznał, że miał opory przed tym, by skorzystać z pomocy specjalisty. O swoich problemach nie powiedział też najbliższym, ponieważ uważał, że mężczyzna nie powinien przyznawać się do swoich słabości.

Czułem olbrzymi dyskomfort i wstyd. Pojawiły się myśli, że coś jest ze mną już bardzo „nie tak”, a wręcz, że jest bardzo źle i sobie nie radzę. Wydaje mi się, że wychowując się i dorastając w patriarchalnym schemacie, który jest tak popularny w naszej kulturze, miałem wdrukowany w głowie obraz mężczyzny, który radzi sobie ze wszystkim sam. I na tym polega jego siła. Jest oparciem dla innych. Natomiast nie mówi o swoich problemach, bo potrafi sam się z nimi zmierzyć i bez niczyjej pomocy je rozwiązać. Taka postawa zepchnęła mnie w stronę samotności – mówił Marcin Bosak.

Po raz kolejny o zmaganiach z depresją opowiedział w Mieście Kobiet. Przez długi czas wierzył, że sam dojdzie ze sobą do ładu, jednak ostatecznie zdecydował się pójść na terapię.

Cały czas powrót do tego tematu jest trudny. To nie jest tak, że jak już raz się coś powiedziało, to będzie z górki, tylko jednak to nieustanna analiza tego, co się ze mną dzieje. Rozumiem, że to proces, tak samo jak terapia jest procesem. W pewnym momencie poczułem, że rzeczywiście coś jest nie tak, mimo tego, że okoliczności dookoła są sprzyjające, a nawet bardzo dobre. Mam wspaniałych synów, jestem po operacji, która się udała, która była bardzo trudna. Nikt w Polsce nie dawał mi za dużych szans, a ja tu jestem, chodzę, trenuję — wyznał.

Leczenie tego zaburzenia nie było łatwe. Długo szukał odpowiedniego terapeuty, który mu pomoże stanąć na nogi.

Okazało się, że pani mówi więcej ode mnie. Poczułem, że nie po drodze jest nam razem. Później poszedłem na psychoanalizę, gdzie spędziłem trzy lata. Teraz jestem w kolejnym procesie od roku i ten najbardziej mi odpowiada. Być może to też jest tak, że teraz poszedłem do mężczyzny… Być może ta „figura” ojca była mi potrzebna, żeby się lepiej otworzyć — powiedział.

Aktor wrócił wspomnieniami do dnia, w którym usłyszał diagnozę. Lekarz po wyjawieniu diagnozy bezranie rozłożył ręce. To nie był dobry czas w jego życiu prywatnym.

Spychałem ten temat. Jeśli usłyszy się od uznanego neurochirurga, że w niektórych przypadkach medycyna jest bezradna, to ciężko mieć dobry nastrój i optymistyczne podejście do życia i świata.

W całej tej sytuacji, która z pozoru wydawała się beznadziejna, nieoczekiwanie pojawiła się nadzieja. Ówczesna żona, Monika, poinformowała go o tym, że jest w ciąży. To dało mu kopa do działania, choć kilkadziesiąt minut później poznał druzgocącą diagnozę.

Informacja istotniejsza, która się pojawiła tego samego dnia to to, że zostanę ojcem po raz pierwszy. Monika do mnie zadzwoniła, że jest w ciąży, jak jechałem na konsultację do Łodzi. A pół godziny później dowiedziałem się, że mam guza. Myślę, że ta informacja mnie uchroniła, by nie wpaść w jakiś mrok.

Marcin długo szukał specjalisty, który zdecydowałby się zoperować guz. Ostatecznie dopiero belgijski specjalista podjął się tego. Zaraz po zabiegu otrzymał SMS, że po raz drugi zostanie ojcem. To zmotywowało go do tego, by stanąć na nogi i nauczyć się chodzić na nowo.

W momencie, gdy włączyłem telefon po operacji, pierwszego SMS-a, którego dostałem to, że Monika znowu jest w ciąży. To była bardzo silna motywacja, by stanąć na nogi. To było pół roku ostrej walki, żeby znowu nauczyć się chodzić i działać samodzielnie.

Wtedy jeszcze nie wiedział, że tak naprawdę najgorsze miało dopiero nadejść. Depresja przyczyniła się do tego, że miał okazję zniknąć. Z perspektywy czasu sam nie wie, czy były to myśli samobójcze, jednakże myśli te bardzo trapiły jego głowę.

Nie wiem, czy to są myśli samobójcze, czy nie, ale miałem ochotę zniknąć. Zamknąć się w jakimś takim miejscu, w którym nikt mnie nie będzie widział, nikt nie będzie oceniał tego i z tą swoją słabością, bo tak to rozumiałem, gdzieś się zaszyć, w jakiejś jamie — dodał.

Poniżej możecie obejrzeć fragment jego wypowiedzi w Mieście kobiet.

Pod wpisem pojawiło się wiele komentarzy ze słowami wsparcia. Wierzymy, że teraz w życiu Marcina będzie już tylko lepiej.

Google News
Obserwuj w News i bądź zawsze na bieżąco!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

GIPHY App Key not set. Please check settings

Napisane przez Oliwia

Wielki pożar pod Moskwą. To oni szerzyli propagandę Putina wśród dzieci

Putin zdradził Orbanowi plany inwazji? Miał liczyć na dołączenie Węgier do wojny